Brud – film [RECENZJA]

0
64
fot. kadr z video: https://youtu.be/31U08OjXGEQ

Pod koniec marca na platformie Netflix pojawił się film „Brud”, który jest luźną adaptacją dzikiej biografii zespołu Mötley Crüe.

Składała się on z basisty wyrzutka, czyli Nikiego Sixxa (w tej roli Douglas Booth), bębniarza z dobrej rodziny Tommy’ego Lee (raper Machine Gun Kell), starucha jak dobrotliwie nazywali Mickiego Marsa (jego zagrał znany z “Gry o tron” Iwan Rheon) pozostali członkowie zespołu oraz frontmana Vince’a Neila (grany przez Daniela Webbera – “Punisher”).

W „Brudzie” nie brakuje mocnych scen seksu z gruppies, bójek oraz demolki nie jednego pokoju hotelowego, te ekscesy, których dopuszczali się członkowie zespołu Mötley Crüe, ich ówczesnych menager podsumował w następujący sposób: “Pracowałem z wieloma zespołami jak AC/DC czy KISS, ale to Mötley Crüe robiło zadymę dla samej zadymy. Mieli z tego mega ubaw.” Świetnie obrazuje to zabawna scena, w której policja goni roznegliżowanego Tommy’ego, a Nikki i Vince chowają się w pokoju managera i zaczynają wciągać jego kokainę. Na uwage zasługuje niezapomniana scena z Ozzym Ossbornem, który…. nie zdradzę bo to, musicie zobaczyć to na własne oczy!

Jednak te wyskoki musiały zacząć zbierać swoje żniwo. Pierwszym sygnałem był wypadek, który Vince spowodował pod wpływem alkoholu, a kosztował życie Nicholasa Dingley’a, (perkusisty Hanoi Rocks angielskiego zespołu, który to koncertował i imprezował z członkami Mötley Crüe w tamtym czasie). Odsiadka Vinc’a, w tym czasie Nikki pogłębiał się w uzależnieniu od heroiny, które co o mały włos nie wyprawiło go na tamten świat, oraz śmierć córki Vince’a sparaliżowały zespół na jakiś czas. Mimo tych konfliktów i tragedii, które targały muzykami, chłopaki potrafili się z w końcu jednoczyć i powrócić na scenę.

Szkoda , że nie pokazano w filmie najpierw wspólnego imprezowania Mötley Crüe imprezowało z guns and rouses oraz ich późniejszego konfliktu.
Równie szkoda że nie rozwinięto bardziej scen związanych z tym jak muzycy z Mötley Crüe pracowali nad swoją muzyką.


Czy warto obejrzeć biografię tego zespołu? Zdecydowanie tak, ponieważ świetnie oddaje ducha tamtych czasów, można poczuć namiastkę szału i dzikości lat 80- tych oraz 90- tych,

a także, by skonfrontować swoje wyobrażenia na temat życia w zaklętym kręgu ciągłych imprez.

Aktorzy genialnie otworzyli styl i zachowanie granych przez siebie postaci, a fachowcy odpowiedzialni za wizualną stronę projektu odrobili swoją pracę domowa na piątkę. Widać to zarówno w scenografii otoczenia, jak i kostiumach z epoki.. Są dokładnie takie same jak nosili wokaliści.

Trzeba również przyznać, że platforma Netflix miała „jaja”, żeby wypuścić taki nieocenzurowany i nieułagodzony obraz w epoce totalnej poprawności politycznej.
Nadmienić trzeba, że muzycy na potrzeby filmu nagrali cztery zupełnie nowe utwory w tym jeden z raperem wcielającym się w postać Tomiego Lee.