Męskie Granie finał Żywiec – Relacja

0
30

Grzegorz Markowski, Jakub Gierszał, Sebastian Fabijański i Trebunie Tutki wśród gości specjalnych, urodziny szamana sceny i członka Orkiestry Męskiego Grania, Krzysztofa Zalewskiego, emocjonująca podróż muzycznym wehikułem czasu od pierwszej po ostatnią edycję oraz chmura confetti szybująca nad tysiącami gardeł śpiewającymi jeden refren. Tak zapamiętamy wielki finał Męskiego Grania 2019 w Żywcu. Rekordowy pod każdym względem – liczby zaproszonych artystów, frekwencji i widzów oglądających relację z koncertów za pośrednictwem streamingu.

Statystyki jubileuszowego finału Męskiego Grania są imponujące. Już sam zamysł dwudniowej imprezy w żywieckim Amfiteatrze pod Grojcem prognozował, że dziesiąte urodziny najpopularniejszej polskiej trasy koncertowej będą rekordowe. Wyprzedane w kilka minut bilety tylko to potwierdziły. W Żywcu bawiło się ponad dwadzieścia tysięcy ludzi, przed ekranami komputerów i smartfonów, które dzielnie transmitowały koncerty na żywo, niemal trzy miliony. Tak liczną grupę połączyło w jeden wieczór zaledwie (w obliczu milionowych statystyk) i aż (patrząc na poprzednie koncerty trasy) czterdziestu kilku artystów. Tylko muzyka potrafi zatrzeć granice pokoleniowe (fanami Męskiego Grania są zarówno małe brzdące, jak i seniorzy), jednym głosem mówić o tym, co ważne, dostarczyć skrajnych, lecz absolutnie niepodszytych nienawiścią emocji oraz sprawić, że liczy się tu i teraz.

Właśnie tak można było poczuć się podczas sobotniego spotkania pod szyldem trasy Męskie Granie 2019.

Artyści zaproszeni na wielki finał zostali tradycyjnie podzieleni na dwie sceny. Duża, tzw. scena Męskiego Grania należała do doświadczonych muzyków, którzy od lat podbijają serca słuchaczy. Otworzył ją Maciej Maleńczuk, występując w dwóch odsłonach – najpierw recitalowej, łączącej pieśni uliczne oraz największe przeboje uzupełnione sekcją rytmiczną i tekstami Tego Typa Mesa, a potem w towarzystwie kolegi („Koledzy” to nazwa trasy koncertowej i tytuł albumu współtworzonego przez Maleńczuka z 2007 roku – przyp.red.), Wojciecha Waglewskiego. Do kolejnego z artystów, rapera O.S.T.R., dołączył pierwszy z gości specjalnych, Sebastian Fabjański. Jeden z najpopularniejszych polskich aktorów młodego pokolenia ostatnio coraz śmielej przyznaje się do zainteresowania hip-hopem. Wśród ulubionych raperów wymienia właśnie O.S.T.R. Było widać, że panowie dobrze się ze sobą bawią, a publiczność razem z nimi.

Klimat dużej sceny z hip-hopowego na jazzowy chwilę później zmienił duet Skalpel. Idąc za ciosem ostatniego sukcesu trasy koncertowej z kilkunastoosobowym big bandem, Igor Pudło i Marcin Cichy postanowili zaprezentować w Żywcu orkiestrową wersję swoich najsłynniejszych kompozycji. Zaproszeniem Skalpela na główną scenę organizatorzy pokazali, że jazz ma na Męskim Graniu swoje miejsce.

O koncercie Marii Peszek warto wspomnieć z dwóch powodów. Pierwszym jest jej muzyka – ponadczasowa, a biorąc pod uwagę scenę polityczną, niestety coraz bardziej aktualna („Boli mnie Polska” albo „Można szczuć słowem, można szczuć modlitwą, można dzielić ludzi, ciąć krzyżem jak brzytwą” – śpiewa m.in. artystka). W ramach solidarności ze społecznością LGBT+ Peszek wyszła na scenę z tęczową opaską. Drugi powód? Lokalny akcent Męskiego Grania, czyli Trebunie Tutki. – Przyjechali do nas goście specjalni. Niby całkiem inni, a jednak tacy sami. Bo wszyscy jesteśmy równi, pamiętajcie – powitała zespół wokalistka. Razem z Trebuniami-Tutkami zaśpiewała m.in. „Polskę A B C i D”.

Już po zmroku sercami żywieckiej publiczności zawładnął jeden z bohaterów Orkiestry Męskiego Grania 2019, Tomasz Organek i jego zespół Ørganek. Lider grupy to kolejny z tych artystów, którzy chętnie przypominają o podstawowych wartościach. – Nie ma niczego ważniejszego od miłości i wolności, pilnujmy tego! – apelował Ørganek. Po tych słowach mogła zabrzmieć tylko „Niemiłość”, ostatni singiel zespołu. – Ta piosenka mówi o tym, byśmy byli ludźmi. Potrafili się pojednać, traktowali siebie godnie. Za bardzo się żremy! Starajmy się zrozumieć drugą stronę, zjeść obiad przy wspólnym stole – mówił artysta. Echem jego słów były długie brawa oraz tysiące uniesionych w górę rąk i świateł. Wzruszający moment.

Kto zatem z gości specjalnych pojawił się na scenie podczas sobotniego koncertu OMG? „Wojenkę” Lao Che razem z Igorem Walaszkiem zaśpiewał Jakub Gierszał. Na „Chcemy być sobą” do orkiestry dołączył Grzegorz Markowski.

Zakończenie Męskiego Grania 2019 mogło być tylko jedno. Refren: „Życzymy sobie i wam, by nas było stać, na święty spokój” odśpiewało z OMG kilkanaście tysięcy gardeł. Na bis wystrzeliło białe confetti, a artyści utonęli w serdecznych objęciach. Najpiękniejszy moment wieczoru trafnie i jak zawsze uroczo skomentowała Nosowska. – Jeju, jakie to jest wzruszające! Singiel „Sobie i Wam” jeszcze długo niósł się po całym Żywcu.